czwartek, 6 października 2016

"Love, Rosie" Cecelia Ahern









 Liczba stron: 510

Gatunek: literatura obyczajowa.              
Rok wydania: 2014










"Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec oczywiście jedzie tam razem z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata i tysiące kilometrów rozłąki? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby okoliczności ułożyły się inaczej? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex znajdą w sobie dość odwagi, żeby spróbować się o tym przekonać?"

Rosie i Alex przyjaźnią się już od dzieciństwa. Są nierozłączni, pomimo tego, że często sobie dogryzają, to tak naprawdę bardzo się kochają. Ale nie uprzedzajmy faktów.  Ja sama chciałabym mieć takie wsparcie. 
Tak, tak i to tyle. Nie będę mówiła już nic na temat samych wydarzeń, które następują. Na tych pięciuset stronach dzieje się tak wiele i uważam, że każdy czytelnik sam powinien odkrywać kolejne wydarzenia, konflikty, kłótnie, miłości i wybaczania. 



" To nie takie proste, gdy rany próbuje wyleczyć ta sama osoba, która je zadała." 

Zacznę od tego, że książka została wcześniej wydana pt.: " Na końcu tęczy". To już druga powieść Cecelii Ahern, na której podstawie nakręcono film. Wcześniej było to również bardzo znane "PS Kocham Cię". 

Powieść napisana została w formie listów i maili wymienianych między bohaterami. Czy to przeszkadza w odbiorze? Wydaje mi się, że absolutnie nie. Okładka jak widzicie jest filmowa, zresztą bardzo ładna i ma w sobie jakiś urok. A obok  znajduje się pierwsze wydanie tej książki.


A teraz plusy i minusy, czyli to co dla każdego jest wyznacznikiem: czytać/ nie czytać. Jednak pamiętajcie, że to moja subiektywna opinia. 

Rzecz, która mi się nie spodobała to to ile trzeba czekać na finał. To, że już po kilkudziesięciu stronach wiemy jakie uczucia ich łączą, a kolejne kilkaset trzeba czekać żeby poznać ostateczne losy bohaterów. To tyle z minusów. 


Za książka przemawia to, że szybko się ją czyta ( 510 stron pochłonęłam w dwa dni), a ponad to wzbudza dużo emocji. Żal, zazdrość, smutek, radość, krytyka. I to wszystko wzbudza ta powieść. Na szczęście autorka ma taki styl pisania, który nie męczy czytelnika. Język także jest prosty, dla każdego zrozumiały. Co także wpływa na zawrotną szybkość czytania. Co ja mogę jeszcze dodać? Tą książkę trzeba przeczytać aby w pełnej krasie poczuć na sobie treść.
Nie umiem wymienić Wam teraz tego co sprawiło, że "Love, Rosie" tak mi się spodobało. Ale wiem, że ten kto przeczyta podzieli moje zdanie.


 Ale tego samego dnia kiedy skończyłam czytać książkę obejrzałam także film. I powiem Wam, że jestem doprawdy wku... zbulwersowana. Ja wiem, że zazwyczaj filmy nakręcone na podstawie książek różnią się pewnymi mało istotnymi rzeczami (mam nadzieję, że rozumiesz Czytelniku co mam na myśli). Ale w tym wypadku te różnice tak mnie denerwowały, bo te wątki które w filmie zostały zmienione, w książce skupiały dużo uwagi. Ja wiem, że może według niektórych się czepiam. Lecz dla mnie jest no naprawdę coś co mnie zdenerwowało i uważam, że jeśli ktoś robi film na podstawie jakiejś powieści to powinien uszanować autora i nie zmieniać wydarzeń. Niemniej jednak film byłby dla mnie 9/10 gdybym nie przeczytała najpierw książki. 


Dzisiaj krótko, ale treściwie. Podsumowując: polecam, polecam, polecam. :) I basta! 

"Życie jest zabawne, prawda? Kiedy już myślisz, że wszystko sobie poukładałeś, kiedy zaczynasz snuć plany i cieszyć się tym, że nareszcie wiesz, w którym kierunku zmierzasz, ścieżki stają się kręte, drogowskazy znikają, wiatr zaczyna wiać we wszystkie strony świata, północ staje się południem, wschód zachodem i kompletnie się gubisz. Tak łatwo jest się zgubić."


Moja ocena: 9/10

Gdzie możecie ją zakupić:

                                                                                                                          Subiektywna

Do następnego!

6 komentarzy:

  1. Nie byłam w stanie przez nią przebrnąć. Na jakieś 100 stronie jestem tylko dlatego, że czytałam ją w pracy i żywcem nie miałam innego zajęcia. No nie mój typ. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma prawo do swojego zdania, mi jednak przypadła do gustu. :)

      Usuń
  2. A mi nawet się podobało to, że musiałam tak długo czekać na finał. Czułam takie napięcie i emocje i cały czas myślałam "Czy to już? Teraz?
    Relacja pomiędzy Rose i Alex także była cudowna.
    Obejrzałam film tylko nie wiem, czy przed przeczytaniem książki czy po, mniejsza z tym. Ekranizacja bardzo mi się podobała, ale myślę, że w dużej części dla tego, że kocham Sama i Lily jako aktorów.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach bo ja to wiesz niecierpliwa jestem i to dlatego :D
      Tak mi także podobała się ich relacja, choć miejscami była dość zawiła. Film był super, ale niestety stale porównywałam go z książką i niestety czasami bardzo mnie irytowały różnice wątkowe.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. O książce słyszałam wiele, bo jak by tu nie słyszeć? Jednak to zupełnie nie mój świat i na bank nie przeczytam ;/
    Chociaż może film nawet obejrzę, w końcu gra tam mój ukochany Sam (obrzydzili mi go przez to okropieństwo Jojo Moyes :<) i jedna z niewielu aktorek, które mnie nie denerwują, czyli Lily :D
    Kasi recenzje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, że Ty nie lubisz romansideł :)
      jeśli nie zamierzasz czytać książki, to jak najbardziej polecam Ci film :)

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.